niedziela, 3 lutego 2013

jak biegać, panie premierze?


Wszystko idzie dobrze. Omijają mnie kontuzje, robię postępy, przebiegałem zimę, wysiłek polegający na nurkowaniu w śniegu procentuje, czuję moc i czuję mocz spływający po nogawkach moich rywali.

Wczoraj pierwszy raz przebiegłem dystans półmaratonu, w styczniu zrobiłem łącznie 266 kilometrów, nie ulega żadnej wątpliwości, że do końca bieżącego roku będę najszybszym białym człowiekiem.

I biegnąc sobie zadaję pytanie: czym dla mnie będzie całe to bieganie?

No bo nie wiem. Kiedyś bieganie było bieganiem – chodziło o to, żeby w końcu zacząć się ruszać. Teraz, bardzo poruszony moim ruszeniem, uświadomiłem sobie, że patentów na bieganie jest tyle, ile par nóg. Że gdzieś w tym wszystkim trzeba jeszcze odnaleźć siebie. Odnaleźć drogę, która będzie moją drogą. Chodzi mi o znalezienie czegoś, co byłoby połączeniem Coelho, Google Maps, Sympatia.pl i Nike’a. Czyli: po co, gdzie, z kim i w czym?   

W tym momencie najbardziej kręcą mnie długie wybiegania. W planach mam zakup plecaka. Chcę wyjeżdżać pociągiem czy innym czymś kilkadziesiąt kilometrów za miasto i wracać biegiem zwiedzając. Jak tylko w parkach i lasach zrobi się bardziej sucho, pojadę sobie na przeciwną stronę Kampinosu i lasami wrócę na Wolę. 

Zobaczcie, jak pięknie wygląda Kampinos w bezksiężycową noc:


W plecaku trochę jedzenia i izotoników, mapka i wydrukowany na miękkim papierze Coelho (na wypadek kłopotów żołądkowych). Tak, w tym momencie tego rodzaju bieganie kręci mnie najbardziej.

Ale spróbuję też bardziej tradycyjnych rozwiązań. Wiosną przebiegnę kilka półmaratonów. Zacznę w marcu w Warszawie, w kwietniu Przytok, w maju jeszcze jakiś, być może zagraniczny. Później chwila regeneracji, a od początku czerwca czteromiesięczny plan przygotowań do jesiennego maratonu. Pierwszy raz w życiu mam tak dalekosiężne plany. I pierwszy raz wiem, że je zrealizuję. Chciałbym też pobiegać trochę po górach, brzegiem morza, a jak finanse pozwolą, to także w stanie nieważkości.

Niedawno zdałem sobie sprawę, że choć od kilku miesięcy biegam (co wydaje mi się już całą wiecznością), to jeszcze nigdy, przenigdy nie biegałem w… krótkim rękawku! W spodenkach! Nigdy!

To pokazuje, jaka jeszcze droga przede mną. Nie mogę się doczekać wiosny. Gdybym miał pewność, z której strony nadejdzie, to już teraz zacząłbym biec jej na spotkanie.